Jakiś czas temu [sporo dni przed M.] wypadł mi z głowy mały fragment opowiadania o.. jeszcze do końca nie wiem o czym ale pewnie kiedyś je skończę ;)
a oto i część:

Zmęczonymi oczami nie widzi się dobrze, ani nadciągających burz ani zbliżających się katastrof. Nawet w samym środku bitwy o nasze złudzenia oczy są w stanie ograniczać się tylko do tego co chcielibyśmy widzieć. I na tym musimy opierać wszelkie wnioski i plany działania.

A było to w czasach moich czarnych myśli i szalejących niedopowiedzeń..
Ale póki co..
Szczęście sobie buduję!
(niekoniecznie jak wigwam z gofrów ;))
{to cudownie, że jest dziedzina życia gdzie mogę poczuć się murarzem}

Trochę się ostatnio najadłam.. strachu. Właśnie o to szczęście, które mogło nie wytrzymać. I nie chodziło o fundamenty, ani zaprawę murarską.. problem tkwił w instalacji elektrycznej. Małe (wielkie) spięcie, które na szczęście [:)] nie zmieniło biegu wydarzeń znacząco.

Po powrocie do normalności (względnej) okazało się, że:

a) piszczące o piątej rano ptaszyska na oknie (nadmieniam, że raz tętno mi chyba na 200 podniosły jak zaczęły się drzeć w środku nocy) to pustułki.. [ale, że na 9 piętrze we W.]

b) można się cieszyć z nabycia pierwszej wspólnej.. blaszki do pieczenia ciasta i małego naczynia żaroodpornego na zapiekanki makaronowe :)

c) istnieją policyjne staniki.. tzn nie do końca policyjne (hehe :D) bo na lewym ramiączku są kajdanki a na prawym kluczyk do nich. Gorąco polecam :)

i to było na tyle dzisiaj...

ps. a M. chce mieć kumpla morsa na pustyni:)







Name:

Komentarze: